Wczasy w Lubniewicach. Poznajmy się bliżej [Dzień 2] – część 2/2

Jestem na plaży. Pogoda dla większości byłaby względna, trochę chmur, trochę słońca, na termometrze pewnie około 20 stopni, a dla mnie jest idealnie na plażę! W końcu nie jestem typem plażowicza, lubię krótko a treściwie i nie potrzebuję 30 stopni by być zadowolonym, dlatego koniecznie przeczytaj jak wyglądały dalej nasze wczasy w Lubniewicach.

Plaża

Pierwszy raz spotkało mnie coś takiego – plaża, cała plaża, od lewa do prawa – tylko MOJA (nasza)! Żywej duszy na horyzoncie… Powiem szczerze, aż dziwnie. Po chwili to zdziwienie mija, okazuje się że jest fajnie, szczególnie dla raczkującego po piasku najmłodszego z nas. On sam nie ogarnął tak ogromnej piaskownicy, nie wiedział gdzie iść, było tyle do wyboru! Oczywiście mieliśmy szczęście, w sezonie pewnie jest tu tłum ludzi, którzy plażują ręcznik w ręcznik. Nie wierząc w swoje szczęście, myślałem jak to miejsce wygląda latem i zastanawiałem się który wariant jest bliższy mnie. Chyba jednak ten wrześniowy…

Ale wróćmy do samej plaży, która jest trochę atrakcją a trochę wizytówką Lubniewic. Wzdłuż plaży ciągną się gęsto pomosty, które nie przypadkowo są tak rozbudowane. Mają one zapewne dwa zadania, służyć turystom-spacerowiczom a dwa ograniczać kąpiącym wejście wgłąb jeziora. Spytacie dlaczego? Już na pomoście oddalonym od brzegu o 7-10 m jest tabliczka informująca, że głębokość wody w tym miejscu to 2,5 metra… Głęboko! Kilka metrów dalej, również na pomoście widzimy tabliczkę 4,0 m… Bardzo głęboko, stąd pewnie ta „mała” przeszkoda w dostępie do jeziora.

lubniewice głębokośc jezioro pomost
Tabliczki informujące o głębokości jeziora

Idąc pomostem możemy spojrzeć na plażę z trochę innej perspektywy – z jeziora. Widok jest zachęcający. Piękny złocisty piasek, wokół niego dodatkowe atrakcje, bar na plaży, zjeżdżalnie i retro-fotele. Jest wiele, choć pewnie dla niektórych to byłby nic. Mi wystarczyło. Rozbiliśmy naszą matę, postawialiśmy babki z piasku, mały kilka razy obrócił na kolanach do jeziora i z powrotem – było miło, spokojnie, wakacyjnie. Tego było nam potrzeba.

lubniewice, plaża, bar, fotole, retro
Pierwszy widok na plaże. Fotele piękne, choć zaniedbane...

Obiadowo - Bar Złota Rybka

Po dłuższej chwili, poszedłem na zwiady do pobliskiego baru. Okazał się on strzałem w „10”, znalazłem bar ze świeża rybą, który, co ważne był otwarty! W dodatku takie miejsca lubię, cena za rybę (całą rybę) a nie za 100 gramów, gdzie potem dostajemy pstrąga wielkości wieloryba za którego płacimy jak za złoto. Ale wrażenie było pozytywne jeszcze bardziej gdy się w nim usadowiliśmy. Ten widok, akurat wyszło słońce… coś pięknego – sami zobaczcie poniżej! Chciałby się żeby tak wyglądał nasz cały urlop w Lubniewicach…

lubniewice bar plaża słońce
Widok z baru "Złota Rybka" - zdjęcie nie oddaje i tak tego co widzieliśmy...
Jezioro Lubiąż
Taki widok się nie nudzi...

Oczy zaspokojone, czas na zaspokojenie podniebienia. Nasze ryby są gotowe. Przedstawia się Pan Pstrąg i Pan Szczupak, wygląd bez zarzutu. Aby zbędnie nie przedłużać, podsumuję to jedynym zdaniem: Tak powinna smakować ryba! Przyrządzona jak w domu, zapewne sól, pierz i mąka do panierki; zrobiona praktycznie na naszych oczach (słyszeliśmy skwierczenie od smażenia) i podana bez zbędnych dekoracji – w końcu chodzi o rybę! Brawa dla „Złotej Rybki” na lubniewickiej plaży! Do rybek zamówiliśmy jeszcze zupę kalafiorową, akurat ona była wtedy zupą dnia. Kolejny dobry wybór, zupa jak u mamy… Nasz synek nawet spróbował, bo to była po prostu domowa zupa. Koszt: średnio 35 zł na osobę za rybę, plus dodatkowo zupa 10 zł. Cena powiedziałbym dobra a co najważniejsze znana od początku!

Po obiedzie czas do pensjonatu, ponieważ powoli zbliżała się godzina drzemki dla mojej pociechy. Ale po drodze jeszcze jedna próba „zdobycia” najpopularniejszej atrakcji Lubniewic, niestety ponownie nieudana.

Lubniewice popołudniem

Ruszam ponownie. Podczas drzemki rozkminiałem gdzie jest do cholery stary zamek, jego jeszcze nie zdołałem namierzyć. Mapa w rękę i ruszam, dochodzę do miejsca w którym powinien być zamek… i niestety jest. Niestety bo pod huczną nazwą kryje się zaniedbany dworek / pałacyk. Bez okien, zasłonięty trochę przez drzewa i krzewy za to z odnowioną (tak to wygląda, poważnie!) elewacją. Kolejna „atrakcja” okazała się raczej powodem do wstydu…

stary zamek lubniewice pałac
Stary zamek, niby-atrakcja

Rynek

Domyślacie się, że nie podziwialiśmy starego zamku przesadnie długo. Zawiedzenie szybko minęło, niesmak pozostał. Ruszyliśmy dalej w stronę rynku, stwierdziliśmy że czas na gofra, w końcu są wakacje. Docieramy do niego po kilku minutach spokojnego spaceru. W jedynej budce zamawiamy nasze gofry i czekamy… Tłumów oczywiście nie ma, gofry pewnie też kupujemy dzisiaj jako pierwsi, dlatego też czekamy dłużej niż zwykle. W międzyczasie jest okazja trochę popstrykać. Na pierwszy ogień „Panienka”, czyli Rusałka stojąca na fontannie dokładnie na środku rynku.

lubniewice rynek fontanna rusałka
"Panienka" na lubniewickim rynku

Fontanna dobrosąsiedztwa bo na jej szczycie stoi Rusałka powstała w latach 90 ubiegłego wieku, jako pamiątka podpisania porozumień z gminami niemieckimi o współpracy. Rzeźba nawiązuje do przedwojennego herbu miasteczka (wtedy oczywiście niemieckiego), w którym widniała naga kobieta (Rusałka – symbol obfitości tutejszych jezior) z koroną na głowie, symbolizującą króla oczywiście. My dołożyliśmy złote jabłka w dłoniach i trochę ją ubraliśmy. Wyszło ładnie, choć symbolika ostatecznej formy nie jest mi znana.

Rynek, mimo że to na pewno miejsce traktowane jako reprezentacyjne na kolana nie powala. Głównym powodem jest chaos, z jednej strony całkiem eleganckie restauracje w odnowionych kamienicach, z drugiej strony buda z tajskimi lodami i budynki, które wołają o odświeżenie. Często podróżując do Polsce niestety tak to wygląda, tutaj nie ma wyjątku od tej reguły. Mimo to udało się uchwycić kilka zakamarków.

lubniewice rynek kościół
Widok na górujący nad Lubniewicami kościół z jednej z uliczek odchodzących od rynku.
Zejście w stonę jeziora Lubiąż z lubniewickiego rynku

Lubniewice nieznane

Gofry zniknęły znacznie szybciej niż się robiły. Ruszyliśmy całą ferajną dalej. Szukałem budynku, który widziałem pierwszego dnia i który tak bardzo mi się spodobał, że chciałem zobaczyć go jeszcze raz i koniecznie zrobić mu zdjęcie. Przywrócił mi on wiarę w ludzi, że jeżeli tylko się chcę, to nie ma rzeczy niemożliwych. Zwykły dom, jak dziesiątki innych ale jak zadbany i urządzony przez co wyróżniający się i po prostu cieszący oko.

dom w lubniewicach
Najpiękniejszy dom w Lubniewicach

Wszystko w nim mi pasowało, okiennice, malowidła na ścianie budynku z tyłu, słoneczniki rosnące dookoła, nawet skrzynka na listy – handmade! Jak niewiele potrzeba, żeby było pięknie. Wyobraźcie sobie że tak lub podobnie wygląda cała miejscowość – to dopiero byłaby atrakcja! No może Zalipia nie pobije, ale było by wspaniale. Jednak czar prysł szybko, kilka kroków dalej i znowu jesteśmy na ziemi… Zrobiliśmy duże kółko po Lubniewicach, w międzyczasie zakupy i stwierdziliśmy że czas wracać. Jedna rzecz jeszcze nam wpadła w oko, pełno w Lubniewicach oznaczeń szlaków pieszych i rowerowych.

szlaki rowerowe piasze Lubniewice
Oznaczenia na pniu drzewa szlaków pieszych i rowerowych

Wieczorem

Po położeniu spać najmłodszego z brygady, usiadłem do folderów i map. Temat tras rowerowych okazał się większy niż myślałem – jest tego sporo. Dlatego stwierdziłem, że to temat na osobny wpis. Tymczasem ja z butelką regionalnego piwa usiadłem na ganku pensjonatu i oddałem się swoim pasjom, między innymi temu blogowi. Dzień drugi oficjalnie się zakończył.

0 0 vote
Article Rating
To ważne!

Uważasz, że to rzetelnie przygotowany, ciekawy i pomocny wpis – podaj go dalej!

Każdy, nawet najdrobniejszy gest z Waszej strony, którym doceniacie moją pracę strasznie motywuje i daje poczucie, że to co robię ma sens i jest wartościowe. Dlatego jeżeli w jakikolwiek sposób pomogłem Wam swoim blogiem, zachęcam do odwdzięczenia się komentarzem, udostępnieniem czy dołączeniem do społeczności kierunkowo.pl w social mediach. Wpis możesz udostępnić za pomocą poniższych przycisków, gdzie automatycznie zostaniesz przeniesiony do wybranego serwisu.

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on pinterest
Pinterest
Share on linkedin
LinkedIn
Share on email
Email
Share on whatsapp
WhatsApp

Przypominam również o powiadomieniach email, social mediach: Facebook, twitter, Instagram, gdzie również publikuje wiele ciekawostek, informacji oraz przemyśleń.

Dziękuje, że wpadłeś! Zapraszam częściej:)

zobacz również!

polecane wpisy

Wczasy w Lubniewicach. Poznajmy się bliżej [Dzień 2] – część 2/2

Cześć, tu Marcin a oto mój blog!  Piszę o moich największych pasjach: podróżach, gotowaniu i byciu tatą.
Więcej o mnie

FACEBOOK

Odkryj życie pełne pasji!
To co robimy?

tu byłem!

Zobacz miejsca w których byłem! Przejdź do kategorii „tu byłem„.

urlop z dzieckiem?

a może by coś przekąsić?

Zostań Patronem bloga!

Pomóż w rozwoju bloga symbolicznym 5 zł!

POWIADOMIENIA EMAIL!

Otrzymuj powiadomienia o nowych wpisach oraz dowiaduj się o nowościach na kierunkowo.pl wprost na swój adres emial! Bez żadnego spamu?
Dołącz do grona moich stałych czytelników!

.
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x